CallTV – zadzwoń i wygraj… rachunek za telefon do zapłaty!

CallTV – progamy, które polegały na tym, że telewidz mógł dodzwonić się do programu i gdy na antenie podał prawidłowe rozwiązanie, wygrywał pieniądze. Ale czy oby na pewno…?

Na czym polegały programy tego typu?

CallTV to programy interaktywne, w których prowadząca/prowadzący pokazuje różne zagadki i kto chciał, to mógł dodzwonić się do studia, podać rozwiązanie i gdy dzwoniący podał prawidłowe rozwiązanie, to miał zagwarantowane pieniądze, a gdy podał nieprawidłowe, no to cóż… nie wygrywa nic. Logiczne. Jeszcze tego typu programy mają słynną „wolną linię”, sugerującą telewidzowi , że w danej chwili próbuje się dodzwonić bardzo dużo ludzi z całego kraju do tego właśnie programu w tej właśnie chwili, więc jeśli chcesz trafić na tę słynną „wolną linię” , to po prostu musisz się wstrzelić – zupełnie , jakbyś pisał rozprawkę z polskiego – w końcu tam też trzeba się wstrzelić w klucz odpowiedzi , żeby ocena była wyższa ;-).

No i oczywiście non-stop trajkotająca pani prowadząca, która zachęca (hmm… a może powinienem to słowo dać w cudzysłowie?) do wzięcia udziału w zabawie i zgarnięcia dużych pieniędzy… Chyba tylko prowadzące tak nadają bez przerwy, bo z mężczyzn prowadzących telegry pamiętam jedynie Norbiego i Irka Bieleninika, a jakoś nie pamiętam, by też ciągle nadawali, momentami nie dając graczowi skupić się na zagadce. Co innego w przypadku, gdy taki program prowadziła niewiasta ;-).

Legit or not?

Sceptycznie podchodzę do wiarygodności tego typu programów, w których można zarobić momentami niemałe pieniądze, jedynie podając dobre rozwiązanie danej zagadki w momencie, gdy gracz dodzwoni się do studia. Gdy parę lat temu przeglądałem sobie różne szoty z tych programów, miałem wrażenie, że te programy nie były ustawione, bo gdy w słuchawce odzywał się głos „typowo dziecięcy” (wysoki, piskliwy) , to prowadząca przystępuje do weryfikacji wieku gracza, każąc szybko podać datę jego urodzenia. Czasem, aby uwiarygodnić program i żeby podbić oglądalność, ekipa reżyserska stosowała sztuczki takie jak np. kłótnia prowadzącej z reżyserem. Oczywiście nie jest też wykluczone, że do takich programów dzwonią podstawieni gracze, np. członkowie ekipy reżyserskiej, co ma stwarzać pozory , że to dzwonią prawdziwi gracze i że nic tutaj nie jest ustawione.

Ciekawy film stworzyła na ten temat Klaudia Klara, która sama była swego czasu prowadzącą takowy program. Można go zobaczyć tutaj1. Na ten temat film zrobił także Patryk „Turpat” Turski. Można go obejrzeć tutaj2.

Tutaj też mogę zarzucić ciekawostkę. Paręnaście lat temu mój ojciec próbował się dodzwonić do tego typu programu. Oczywiście bezskutecznie. Pamiętam, że w telewizji nie było słychać charakterystycznego dzwonka telefonu, gdy dzwoni kolejny grający. Niestety, nie wiem też , co usłyszał ojciec w odpowiedzi na to, że nie udało mu się złapać na tę słynną „gorącą linię”. W końcu wówczas go o to nie pytałem.

Ciekawie też się działo, gdy program coraz bardziej zbliżał się ku końcowi. Wówczas stopniowo ekran zapełniały różnorakie komunikaty informujące o tym, że jest koniec zagadki, potem były czasomierze odliczające czas do jej końca. Pewnie jesteście ciekawi, co się działo, gdy minutnik wykonał swoją robotę i stanął na 0:00? Absolutnie nic! Program , jak trwał, tak trwał dalej w najlepsze. Były też zamieszczane animowane komunikaty. Aż w końcu po parunastu dobrych minutach czekania dzwoni on! Gracz-wybawca, który podaje – o dzwio – prawidłowe rozwiązanie zagadki – prezenterka się cieszy i z entuzjazmem kończy program i żegna się z widzami.

Śmieszki

W tego typu programach nie mogło również zabraknąć śmieszków, którzy dzwoniąc do programu, kierowali pod adresem prowadzącej pikantne teksty, np. „pokaż cyce/dupę” itd. Oczywiście takie incydenty miały raczej miejsce, gdy taka telegra była emitowana nocą. I tutaj też nie mam pojęcia, czy to byli prawdziwi ludzie , którzy chcieli porobić sobie jaja czy kolejny zabieg reżyserski, by zwiększyć popularność programu. Ci śmieszkujący panowie przyczynili się też do popularności tego typu programów, ponieważ te szoty były zamieszczane w „Łapu Capu”, który można było obejrzeć na Canal+.

Czy jeszcze można spotkać tego typu programy w TV?

Cóż, analogicznie do programów, w których wróżbita/wróżka przepowiadał/przepowiadała dzwoniącym ich przyszłość, takie już nie są więcej emitowane na jakiejkolwiek stacji, nawet w godzinach nocnych. Prawdopodobnie KRRiT zrobiła porządek z tymi programami.

Konkluzja

Gdy typowy szary Polak będzie próbował się dodzwonić do tego typu programu, żeby zarobić, a się nie narobić (bo wystarczy tylko podać dobrą odpowiedź!), to nie dość, że nie dostanie się na „wolną linię” , to jeszcze może dostać kolosalny rachunek za telefon, bo może stwiedzić, że zawsze „do 7 razy sztuka”. Oczywiście dzwoniący musiał także zapłacić za połączenie, które nie połączyło go ze studiem – jak głosił kultowy już komunikat na ekranie podczas emisji takiego programu.

Przypisy (FF)


  1. Postanowiłem, że raz jeszcze obejrzę ten film. I w trakcie oglądania byłem uraczony 4 „blokami” reklamowymi po 2 reklamy każdy. Oczywiście reklam nie dało się pominąć. 

  2. W tym przypadku na początku filmu miałem „blok” reklamowy złożony z 2 reklam, który mogłem pominąć już na 1. reklamie, potem miałem 2 reklamy z rzędu, których nie mogłem pominąć, a po paru minutach miałem już tylko 1, niepomijalną reklamę.