Zbokulary. Gdy zbyt łatwo ulec pokusie
Zbokulary to negatywne określenie na inteligentne okulary z funkcją nagrywania. Nawiązuje do angielskiego „pervert glasses” (okulary zboczeńca). Osobę noszącą takie okulary nazywa się „glasshole” – połączenie „glasses” (okulary) i „asshole” (dupek). Skąd tak surowe oceny?
Zbokulary są wykorzystywane przez właścicieli do dyskretnego nagrywania ludzi bez ich zgody. W mediach społecznościowych viralem stają się nagrania, w których mężczyzna zaczepia kobiety i próbuje je poderwać, ku uciesze widzów. Reakcje kobiet są uwieczniane i publikowane. Nie wszystkie są pełnoletnie.
A nawet jeśli sam właściciel zbokularów nigdy by nie wrzucił czegoś takiego do Internetu, pozostaje niegodny zaufania producent. Śledztwo szwedzkich dziennikarzy pokazało, że okulary Ray-Ban od Mety przesyłają nagrania do pośredników, którzy szczegółowo je opisują, by można było je wykorzystać do trenowania sztucznej inteligencji. Pracownicy etykietujący nagrania widzieli m.in. osoby korzystające z toalety, rozbierające się, uprawiające seks oraz poufne dane jak hasła i numery kart płatniczych.
Meta zasłania się, że przecież takie zastosowanie jest opisane w polityce prywatności (której prawie nikt nie czyta). Nie przeszkadza jej to jednocześnie reklamować zbokularów jako „zaprojektowane z myślą o prywatności, pod twoją kontrolą”.
Obrońcy zbokularów nie chcą zrozumieć prostej zasady
Widziałem w Internecie wypowiedzi próbujące bronić zbokulary. Często w nich kpiono, że przecież dyskretne kamerki są dostępne od lat, a poza tym każdy ma pod ręką smartfona.
Ale trzeba pamiętać, że przez zbokulary ulegnięcie różnym pokusom staje się bezprecedensowo proste. Gdy ktoś widzi bardzo atrakcyjną osobę na ulicy, być może przejdzie mu przez myśl, by nagrać ją bez jej zgody. Ale wyciąganie telefonu to dodatkowa czynność i zawsze pewne ryzyko – ktoś zobaczy i się zbulwersuje. A specjalną kamerę trzeba kupić zawczasu, więc jest opcją tylko dla zdeterminowanych. Natomiast jeśli większość ludzi na ulicy będzie nosić zbokulary, ulegnięcie pokusie stanie się niepokojąco proste.
Im łatwiej dokonać niegodziwego czynu i im mniejsze ryzyko bycia przyłapanym, tym więcej ludzi to zrobi.
Piekło bycia zawsze na scenie
Jeśli zbokulary się przyjmą, oznacza to ryzyko kompletnego przemodelowania wspólnej przestrzeni. Będziemy musieli zakładać, że każda osoba, którą mijamy na ulicy albo z którą rozmawiamy, może nas właśnie nagrywać. Już teraz to jest możliwe, ale jednak mniej prawdopodobne. W przyszłości będzie niepokojąco powszechne i znormalizowane.
Producenci niby dają zabezpieczenia pokroju święcącej diody, ale Internet jest pełen poradników, jak ukryć nagrywanie. A samej diody łatwo nie zauważyć w miejscu publicznym albo przy niekorzystnym oświetleniu.
A jeszcze trzeba pamiętać, że większość ludzi będzie bała się wchodzić w interakcję z osobą, która właśnie ich nagrywa. I która być może dokładnie na to liczy – awantura to super content do mediów społecznościowych. Sama dioda nie załatwia problemy zgody.
Prawo do zapomnienia stanie się fikcją. Coś niemiłego, co nieroztropnie powiedzieliśmy kilka lat temu, może niespodziewanie wyjść na powierzchnię i narobić kłopotów. Będziemy musieli cały czas pilnować się tak, jakbyśmy zamieszczali post w mediach społecznościowych. Relacje staną się płytkie i sztuczne.
Spacerując w mieście będziemy czuli się jak na scenie. Każdy nasz ruch, nasza mina i nasz wygląd będą musiały być doskonałe, bo nigdy nie wiemy, ilu ludzi nas nagrywa i co potem zrobią z tym nagraniem. Media społecznościowe pewnie zaleją virale kpiące z przypadkowych ludzi na ulicy. Prognozuję wzrost częstotliwości diagnozy fobii społecznej.
Nie chcę żyć w takim świecie. Big Tech zrujnował Internet. Teraz idzie zniszczyć świat offline.


